Zawsze jest nadzieja na spełnienie marzeń. Niedorzecznych snów, które nijak się mają do rzeczywistości. Zawsze słuchając nocą muzyki, pogrążałam się tych słodkich marzeniach.
Byłam wtedy talentem wyłowionym z szarej masy tłumu. Choć w głębi siebie wiedziałam, że w Polsce nie
jest to możliwe, a cały proces może wyglądać inaczej, nie chciałam sobie tego
do końca uświadamiać – tak było mi lepiej. Najpierw jak to już bywa stałam się
trainee, wymagające szkolenia, mimo, iż wyczerpujące dawały satysfakcję i
radość. A później debiut - apogeum szczęścia. A co jeszcze ciekawsze i na pewno
dużo ważniejsze nie byłam wtedy sama. To właśnie było w tym wszystkim
najlepsze. Razem ze mną sławą cieszyła się Avril. Byłyśmy jak zawsze razem.
Nasz stosunek Lusi-Avril nie był do końca jasny, nie nazwałabym
jej przyjaciółką – nie lubię tego określenia. W niczym nie przypominamy tych
wszystkich BFF, papużek-nierozłączek, czy Bóg wie czego jeszcze, o nie! Zawsze
potrafiłyśmy sobie powiedzieć - i nadal potrafimy - „wynoś się, mam cię dość”
bez kłótni i sporów i rozumiałyśmy swoją potrzebę samotności. Mimo wszystko nie
umiemy żyć bez siebie. Chyba najlepszym określeniem byłoby nazwanie nas
siostrami. Avril zawsze była i jest nadal świetną eonni.
Z sennych marzeń wyrwał mnie niesamowity huk, który mimo
słuchawek zdołałam usłyszeć. Podniosłam
się z łóżka do pozycji siedzącej, zrywając jednocześnie słuchawki.
Wiedziałam, że moje oczy ze
strachu powiększyły się dwukrotnie.
- Wystraszyłaś mnie! –
jęknęłam z wyrzutem, jednak uspokoiłam się znacznie, rozpoznając Avril.
Pewnie jak zwykle trzasnęła drzwiami o ścianę.
Na twarzy Avril zabłąkał się
cień uśmiechu.
- Nie wiedziałam, że jesteś
taka strachliwa, kiciu. – odparła złośliwie, utrzymując swój sarkastyczny ton.
Kocham ją za te złośliwości, to jedna z licznych cech za które ją kocham, ale
potrafi to być bardzo irytujące.
Wydęłam usta, udając smutek,
na co ona tylko zaśmiała się głośno.
- Co mi musisz powiedzieć? – zapytałam, a na
twarzy Avril pojawił się wyraz szczerego zdumienia.
- Skąd wiesz… - nie dałam jej dokończyć
zdania.
- Trochę się znamy. – mruknęłam, przymilnie się
uśmiechając.
Avril otrząsnęła się z
chwilowego szoku i powróciła na swój zwykły ton.
- Znalazłam coś, co cię może zainteresować. –
użyła tu tej charakterystycznej, tajemniczej nutki w głosie. Robiła to
specjalnie, chciała podsycić moją ciekawość (pomińmy fakt, że działało to na mnie za każdym razem) Wiedziałam, że zaraz zacznie ze mną pogrywać.
Nie myliłam się.
- Ale skoro tak dobrze mnie znasz, to pewnie już
wiesz.
Wlepiłam w nią spojrzenie,
niczym zahipnotyzowana.
- Jenak nie, w sumie nie wiem, chyba zrezygnuję z mówienia ci tego,
to bez sensu. – kurde ciągle dawałam się jej podejść.
- Nie wydurniaj się! –
krzyknęłam poirytowana, rzucając w nią poduszką, którą zręcznie złapała.
Naburmuszyła się nieco.
- Teraz to nawet nie marz, że cokolwiek ci
powiem. – zagroziła, strzelając typowego focha. Wiedziałam, że to na niby, mimo
tego poczułam nieprzyjemne ukłucie żalu.
- No powiedz mi wreszcie. – po kilku minutach ciszy poprosiłam
błagalnym głosem, robiąc słodkie minki i starając się również w ten sposób ją
rozbawić i przeprosić.
Widocznie na nią to
zadziałało, bo po chwili zaczęła mówić.
- Noo więc, siedzę sobie na Internetach… czekaj tak w
ogóle to dlaczego nie odpisałaś mi na ani jedną wiadomość na GG? - spytała podejrzliwie.
- Nie miałam Internetu, przejdź do rzeczy. –
ponagliłam – Siedzisz w tych Internetach i co? – już naprawdę zżerała mnie
ciekawość.
- iii znalazłam coś co cię może zainteresować
– już trudno jej było panować nad głosem, który drżał z podekscytowania. – och,
zresztą pokażę ci. Masz już neta?
Sięgnęłam po leżącego
nieopodal laptopa, nie miałam pojęcia o co chodzi, a byłam już na skraju
wytrzymałości.
- Zaraz się okażę. – mruknęłam pod nosem,
uruchamiając urządzenie. – No błagam, włącz się.
Prawie podskoczyłam, kiedy
usłyszałam melodyjkę oznajmującą włączenie się systemu. Szybko włączyłam
przeglądarkę, błagając w duchu, by włączyli w końcu ten Internet.
- Mam! – krzyknęłam uradowana, gdy okazało
się, że działa. Avril prawie wyrwała mi z rąk laptopa i wystukała na
klawiaturze adres strony www.
- Angielski się kłania – uśmiechnęła się –
czytaj. – nakazała.
Zrobiłam dokładnie to, o co
poprosiła. Z rozdziawionymi ustami czytałam kolejne zdania. Musiałam wyglądać
naprawdę komicznie, bo Avril nie zdołała
powstrzymać głośnego, niewymuszonego parsknięcia. Zignorowałam to jednak, coraz
bardziej zagłębiając się w lekturze. Gdy już skończyłam moja twarz zastygła w
wyrazie niemego krzyku.
- I co? Przeczytałaś już? Masz zamiar wziąć
udział? – wystraszyła mnie znowu. Prawie zapomniałam, że jest ze mną w pokoju.
– Ej, co jest?
Nie odezwałam się ani jednym
słowem. Skąd do cholery ona wiedziała o czym marzę, o czym myślę każdej nocy
słuchając muzyki?! Owszem byłyśmy ze sobą blisko, ale nie mówiłyśmy sobie
wszystkich niedorzecznych marzeń. Było ich po prostu zbyt dużo, gdybyśmy
obgadywały każdą pierdołę, życia by nam brakło.
- Pytam się ciebie coś, przestań mnie
ignorować! – fuknęła, rzucając mi przeciągłe spojrzenie.
- … skąd wiesz? – wydukałam w
końcu, rozszerzając ze zdumieniem oczy.
Teraz to ona nie wiedziała o
czym mówię. Przez chwilę milczała, jakby zastanawiając się nad tym, a później
na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
- Trochę się znamy. – powtórzyła moje słowa z
początku rozmowy.
- Ale… skąd wiedziałaś, co
mnie tak od kilku dni…męczy? – nie docierało do mnie, że dostałam od losu taką
szansę.
- Och. Wiesz, znam cię na
wylot. – uśmiechnęła się. – A poza tym, czasem to tak coś pieprzniesz, a nie
pomyślisz o czym mówisz. To co, wchodzisz w to?
Może rzeczywiście coś kiedyś
zasugerowałam, ale nie mogłam sobie za Chiny przypomnieć co i kiedy.
- Mam nadzieję, że tak, tylko
wyjaśnij mi, bo nie do końca rozumiem o co w tym konkursie chodzi? –
zakładałam, że Avril nie byłaby w stanie powstrzymać się od przeszperania całej
strony.
- Wiedziałam, że zapytasz. –
jej twarz rozjaśnił uśmiech – Fajnie, że pytasz właśnie o to. Biorą po jednej osobie z
każdego dopuszczonego do konkursu kraju. Trzeba nakręcić filmik, w którym się
przedstawiasz, mówisz coś o swoich zainteresowaniach, o sobie i dlaczego w ogóle
zależy ci na wygraniu tego konkursu. Muszą ci odpowiedzieć w ciągu trzech dni,
jeśli tego nie zrobią to nie masz szans, jeśli odpowiedzą, musisz wysłać im
kolejny filmik. – zamilkła na chwilę, nie mogłam tego znieść.
- O czym?
- Wysyłają ci e-mail z dwoma koreańskimi
piosenkami. Musisz nagrać jak śpiewasz i im wysłać. Znów trzeba czekać te trzy
dni, w następnym i ostatnim filmiku musisz zatańczyć wybrany przez wytwórnie
układ. Wysyłają ci filmik z jakimś układem, a ty masz to odwzorować jak najlepiej.
Na wysłanie tego ostatniego masz dwa tygodnie. Później wyłaniają zwycięskie
dziewczyny.
- Dostaje się tylko
dwanaście. – dodałam, przypominając sobie ostatnie zdanie ze strony, którą
przeczytałam.
- Dokładnie, to bierzesz udział, nie? –
światełka w jej oczach utrudniały mi powiedzenie prawdy.
Milion myśli na sekundę w
mojej głowie. Nie byłam wybitnie zdolna, a na pewno setki ludzi wezmą w tym
udział. Po chwilowej ekscytacji i radości nie było już śladu. Byłam
rozczarowana sobą, wiedziałam, że nie mam szans.
- Chyba się nie nadaję. – mruknęłam
zrezygnowana.
- Co ty gadasz? Przecież ty
tak ładnie śpiewasz! – jej próby podniesienia mnie na duchu spełzły na niczym.
– Jeśli sama się nie zgłosisz to ja to zrobię za ciebie! – zagroziła. – To jest
twoja życiowa szansa, zawsze chciałaś wyjechać do Korei, możesz zostać sławna i
będziesz trenować pod okiem prawdziwych idoli! – jej entuzjazm mnie powalał.
Zamyśliłam się, czegoś mi
brakowało.
- Z jakimi idolami? –
zapytałam.
Mina Avril nieco zrzedła.
- Niestety nie napisali. To
taka „niespodzianka”, czaisz? – na jej twarzy widziałam cień rozczarowania. –
Ale i tak ci nie odpuszczę! Masz się zgłosić.
Chwila napiętej ciszy
wypalała mi mózg. Avril posłała mi świdrujące spojrzenie, z miną typu „tylko
spróbuj odmówić”.
- Dobrze, zgłoszę się! – nie
wytrzymałam. – Ale ty ze mną.
